MOJA PRZYGODA Z MUAYTHAI

Łepkowski Marcin_MOJA PRZYGODA Z MUAYTHAIJuż jako młody chłopak zdecydowanie bardziej interesowały mnie zajęcia sportowe. Zamiast siedzieć na lekcjach, wolałem ruszać się na świeżym powietrzu, grać w piłkę czy chodzić na WF. Zdecydowanie nie byłem typem domownika, byłem za to częstym bywalcem boiska – właśnie tam spotykałem swoim znajomych, a rodzice zawsze powtarzali: "Marcin, tylko wróć na 20 do domu."

Moja przygoda ze sportem zaczęła się w klubie piłkarskim, bo piłka zawsze była dla mnie najważniejsza. Ale czy najlepsza? Często zadawałem sobie to pytanie.

Po pewnym czasie zacząłem dostrzegać, że w zespole nie mogę liczyć tylko na siebie, ale muszę polegać też na innych. Co z tego, że to ja byłem świetnie przygotowany do meczu, wyprzedzałem, zrywałem się do każdej piłki, kiedy moi koledzy z drużyny mieli tzw. "gorszy dzień".

Teraz już wiem, że byłem po prostu indywidualistą. Nie cieszyło mnie tak bardzo gdy kolega zdobywał bramkę, cieszyło mnie o wiele bardziej, kiedy to ja ją zdobywałem.

Zdecydowałem, że chciałbym spróbować sztuk walki. Na salę Raczadam Kraków trafiłem w listopadzie 2004 r. Pierwsze dwa lata na sali były zapoznawcze, chciałem się przekonać czy Muaythai stanie się moim sportem, starałem się być na każdym treningu. Cieszyło mnie poznawanie nowych technik, rozwijanie tych, które już znałem. Ciekawiła mnie też rywalizacja pomiędzy trenującymi.

Byłem przekonany, że mój trener dostrzega we mnie potencjał, bardzo dobrze wypadłem w swoich pierwszych zawodach. Niestety chwilę po nich zacząłem trenować na „pół gwizdka”, nieregularnie pojawiałem się na treningach Bardzo dobrze pamiętam dzień, w którym trener podszedł do mnie i powiedział: "Marcin, jeśli przez cały miesiąc będziesz regularnie chodził na treningi, zabiorę Cię na Puchar Europy do Niemiec."

Byłem wtedy jeszcze juniorem, miałem dopiero 16 lat, to było dla mnie ogromne wyzwanie i jeszcze większe zobowiązanie wobec klubu i trenera. Byłem bardzo dumny, Puchar Niemiec to już było coś niezwykle dużego. Od tamtej pory pojawiałem się na każdym treningu.
Od tamtej deklaracji nie poprzestałem na byciu na sali treningowej tylko przez jeden miesiąc. Starałem się być na treningu codziennie - pojechałem na zawody i zdobyłem Puchar Europy jako junior po czterech zwycięskich walkach.

Muaythai uczy i kształtuje wiele pozytywnych cech charakteru. Przede wszystkim - wytrwałości w swoich postanowieniach. Jeśli obierzesz termin walki, ale nie będziesz się do niej szczerze przygotowywał, to stojąc na ringu zdasz sobie sprawę, że oszukiwałeś tylko siebie. Nikt nie wejdzie i Ci nie pomoże, będziesz zdany na siebie. W ringu jesteś Ty i Twój przeciwnik. Tak jak i w życiu - Ty i Twoje problemy.

Muaythai uczy punktualności - spróbuj parę razy spóźnić się na trening i odbyć kary, będziesz pamiętał następnym razem, aby z domu wyjść kilkanaście minut wcześniej! Muaythai uczy panować nad negatywnymi emocjami, ponieważ większość z nich zostawiasz na treningu. Muaythai nauczy Cię przesuwać swoje granice - pamiętaj, że zawsze możesz więcej niż Ci się wydaje! Muaythai doda Ci pewności siebie, bo kto będzie w Ciebie wierzył mocniej, niż Ty sam?

Pamiętaj, że początki są trudne! Pierwsze treningi Muaythai mogą odbiegać od ogólnego wyobrażenia o takim właśnie treningu. Na pierwszym spotkaniu trener nie pozwoli Ci się z nikim bić, ani nie wystawi Cię na próbę. Zaletą tej sztuki walki jest jej prostota! Nie ma tutaj wymyślnych technik, których nie będziesz mógł powtórzyć. Wystarczy wejść na salę i się przekonać. Na początku trener nauczy Cię, jak wygląda garda, poruszanie się oraz podstawowe ciosy. I to w większości w powietrzu. Dopiero gdy opanujesz te techniki, zaczną się treningi z tarczami i w parach.

Warto zrobić pierwszy krok, poświęcić pierwsze godziny na trening i złapać "zajawkę" na tą sztukę walki!

 

Marcin Łepkowski_MOJA PRZYGODA Z MUAYTHAI